Krzyżowa 2019 - co świętujemy?

Zanim zdarzył się nam nasz Czerwiec, minęło kilka miesięcy, które w Polsce nagle zaczęły płynąć w przyśpieszonym tempie.

Żeby zrozumieć okoliczności powstania Fundacji Krzyżowa, trzeba zarysować atmosferę tamtych czasów. Po smutnych latach szarej i siermiężnej komuny lat 80-tych, zaczęły się dziać ważne i niesłychanie interesujące rzeczy. Wszyscy gorączkowo dyskutowali nad zmianami politycznymi i pytali się co będzie dalej? Gospodarka w kraju leży na obu łopatkach. W Związku Radzieckim Gorbaczow wprowadza Pieriestrojkę, w krajach nadbałtyckich zaczynają powstawać ruchy obywatelskie,  na Węgrzech uchwalono prawo do wolnego zrzeszania się (w komunizmie nieznane zjawisko), w USA prezydentem jest Ronald Reagan, który postawił sobie za cel pokonanie komunizmu. Istniały dwa państwa niemieckie, ale w NRD zaczynał narastać bunt, pierwsze protesty i aresztowania. W Polsce, po ciemnej nocy stanu wojennego,  co chwilę wybuchały strajki i wiadomo było, że coś wisi w powietrzu. Władza się ugięła i zgodziła na  spotkanie opozycją przy okrągłym stole, gdzie ustalono pierwsze wolne wybory, wolność prasy i wiele innych rzecz, które się w głowie nikomu nie mieściły. Działo się bardzo dużo, bardzo szybko. Gazety stały się z dnia na dzień pasjonujące, co się przed tym nie zdarzało. Dyskusjom Polaków do późnych godzin nocnych nie było końca.

„W końcu. Zaczęło się nowe. [....] Cel długiej drogi został osiągnięty”. To właśnie tymi słowami Mój Ojciec, Günter Särchen, rozpoczął swoje spisane w 1990 r. wspomnienia1. Pisał w nich o „zniesionym politycznym podziale Europy” i o możliwym dzięki temu powołaniu Fundacji w Krzyżowej. Droga do tego momentu był długa. Na ten sukces pracowało przez dziesiątki lat wielu ludzi, którzy przybyli z różnych kierunków, ale mieli ten sam cel: pojednanie i porozumienie z Polską.

Jedną z tych osób był Mój Ojciec, który żyjąc w trudnych warunkach w NRD, z chrześcijańską intencją i moralną odpowiedzialnością przez dziesięciolecia pomagał w kształtowaniu drogi polsko-niemieckiego pojednania. Stosował przy tym strategię małych kroków, polegających na spotkaniu człowieka z człowiekiem – to zawsze było dla niego bardzo ważne. Mógł podążać tą drogą dlatego, że - począwszy od końca lat 50-tych - był w stanie nawiązywać liczne kontakty osobiste z Polską, w tym z Klubem Inteligencji Katolickiej we Wrocławiu (zwłaszcza z Ewą Unger, rodziną Wandy i Kazimierza Czaplińskich).

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się do naszego newslettera i dowiaduj się pierwszy o nadchodzących wydarzeniach!

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok